W bydlęcych wagonach na wschód

Wczesny ranek 10 lutego 1940 roku. Łomotanie do drzwi, przekleństwa enkawudzistów, płacz dzieci i lament kobiet. Tak większość koszalińskich Sybiraków zapamiętała wydarzenia sprzed 65 lat.

Pomnik Ofiar Bolszewizmu przed katedrą w Koszalinie.

Sybiracy powoli odchodzą. Na zebraniach jest ich coraz mniej. W koszalińskim Związku Sybiraków rządzą teraz najmłodsi - ci, których wywieziono, kiedy byli jeszcze dziećmi. Trzymają się razem - wspólny los i lata obcowania ze śmiercią wyrobiły w nich hart ducha i odporność na życiowe problemy. Przez długie lata kazano im zapomnieć - nie wolno było wspominać syberyjskich przeżyć, a w dowodach osobistych obok miejsc urodzenia - Wilno, Lwów, Słuck - dopisywano: ZSRR.

Atwieraj !

Niemal we wszystkich relacjach z aresztowania i wywózki powtarza się ten sam scenariusz. Jadwiga Lenarczyk, dzisiaj mieszkanka Koszalina: "Pamiętam walenie w drzwi i okrzyki NKWD: atwieraj! Była godzina 3.00 nad ranem...". Zwykle przychodziło kilku sołdatów z NKWD oraz kilku cywili, często z milicji, rekrutującej się z mniejszości narodowych. "Następnie dokonywali rewizji - przewrócili dom do góry nogami. Kazali mamie w ciągu pół godziny spakować osobiste rzeczy i ubrać dzieci" - wspomina J. Lenarczyk. Rodziny ładowano na wozy lub sanie i wieziono w asyście NKWD do najbliższej stacji kolejowej. Tutaj czekały już bydlęce wagony z zakratowanymi oknami i zaryglowanymi drzwiami. Niekiedy oczekiwano na skompletowanie transportu składającego się zwykle z 40-60 wagonów. Po kilku dniach pociąg ruszał w nieznane...

Przyjdę do Ciebie...

Przyjdę do Ciebie, Ojczyzno, stanę u progu swych granic,
Klękne, jak pielgrzym strudzony, w jasnym obliczu świętości
I żem nareszcie wróciła z dróg dalekiego wygnania,
Tylko to jedno Ci powiem, powiem jak można najprościej.


Anna Rudawcewa, Powrót, Karaganda 1946


W bydlęcych wagonach

Warunki były okropne. Panował ogromny ścisk. Potrzeby załatwiano do otworu wybitego w podłodze wagonu. "Siostrze Heli przymarzły włosy do ściany, musiano jej odciąć czuprynę, bo nie mogła ruszyć głową i nie szło oderwać" - wspomina Irena Gałązkiewicz w swojej relacji z podróży do Ałtajskiego Kraju. Co kilka dni wydawano zesłańcom "kipiatok", niekiedy wodnistą zupę lub czarny chleb. Mieszkająca obecnie w Koszalinie Halina Gałęziewska-Stefanowska wspomina, że w jej wagonie zmarło podczas podróży czterech dorosłych oraz dwójka dzieci. Na początku pozostawała jeszcze nadzieja, że podróż będzie krótka. Kiedy jednak mijano dawną polską granicę, złudzenia prysły. Nieżyjący już Marian Miłkowski wspominał: "Wtedy był jeden płacz, żegnanie się z Ojczyzną i śpiew: Kto się w opiekę podda Panu swemu oraz Serdeczna Matko. Jeden szloch i rozpacz".

Wspomnienia jeszcze dzisiaj są bardzo bolesne.

Katorga

Byli niewolnikami. Mieszkali w barakach, ziemiankach, namiotach. Klimat był zabójczy - śnieżne huragany i temperatura 40 stopni poniżej zera w dzień oraz 60 stopni w nocy. Głód, tyfus, wszy i pluskwy, dziesiątkowały zesłańców. Brutalna rusyfikacja i ateizacja były na porządku dziennym. Pracowali często dosłownie za "pajkę", czyli kromkę chleba dziennie. Jedli nasiona drzew iglastych, cebulki i korzenie ziół, owoce krzewów, żurawiny, grzyby. W pamięci sybiraków często przywoływany jest obraz zbieranych ukradkiem na ściernisku kłosów zbóż, czy wykopywanych spod śniegu resztek ziemniaków. Katorżnicy pracowali przy wyrębie tajgi, budowie linii kolejowych, w kopalniach złota i uranu, na kołchozowych polach. Pracować musiały małe dzieci. Wiele z nich trafiało do sierocińców. H. Gałęziewska-Stefanowska: "Przez trzy lata mego pobytu w sierocińcu, z grupy 32 polskich dzieci zmarło z głodu jedenaścioro". Dzisiaj historycy są raczej zgodni - na "nieludzkiej ziemi" pozostało na zawsze około 30 proc. deportowanych. Większość z nich nie ma swoich mogił.

Pomagała modlitwa

"Wieczorami, po skończonej pracy, klękaliśmy z mamą modliliśmy się z nadzieją, że wytrwamy i wrócimy do domu, do Polski" - wspomina J. Lenarczyk. Marianna Czaplicka, obecnie mieszkanka Kołobrzegu, uczyła modlitwy syna polskiego zesłańca z czasów caratu: "Codziennie, późnym popołudniem, klękaliśmy przed obrazem i ja na głos odmawiałam pacierz, a Sasza przyswajał sobie słowa: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario i Wierzę w Boga. Myślę, że gdzieś jeszcze żyje i pamięta słowa modlitwy polskiej". H. Gałęziewska-Stefanowska: "Polskie dzieci, które modliły się, były karane. Stale nam wmawiano, że nie ma Boga, bo gdyby Bóg był, to by spełnił nasze prośby... a tak to polskie świnie, możemy robić z wami co chcemy". "Karano za modlitwy i pieśni religijne, zabierano medaliki, krzyżyki, samodzielnie wykonane różańce" - zapamiętała Jadwiga Dudzińska z Białogardu. "Ten dom niewoli rosyjskiej - wspomina Stefan Dudzik, również mieszkaniec Białogardu - był jednocześnie prawdziwym spotkaniem z Panem Bogiem - cała nasza ocalała rodzina codziennie była zatopiona w tej chałupie w modlitwie o kawałek chleba, o pomoc w przetrwaniu, o powrót do Polski. I to zostało wysłuchane...".

* * *

Wracali wynędzniali, obdarci, zostawiając na nieludzkiej ziemi groby najbliższych, a jednak szczęśliwi - wracali przecież do Polski. Granice przekraczali na Bugu. Wanda Przybylska, mieszkanka Kołobrzegu, zapamiętała wypowiedziane wówczas słowa: "Nad nami Bóg, pod nami Bug". Aniela Pieńczak-Andrzejuk wspomina, że po przekroczeniu granicy na Bugu pociąg nagle zatrzymał się. Wtedy ludzie wybiegli z wagonów i padli na kolana, całując polską ziemię. Gorzką ironią przesiąknięte są wspomnienia innego zesłańca, Mariana Miłkowskiego: "Jechaliśmy wagonami osobowymi z transparentami: Dziękujemy Związkowi Radzieckiemu za gościnność..."

Tadeusz Rogowski


Mówią zesłańcy na Sybir

Stanisława Pieńczak-Rębisz z Koszalina
Żołnierze polecili nam natychmiastowe opuszczenie naszego gospodarstwa. Moja mama obróciwszy się jeszcze raz spojrzała na nasz dobytek i ze łzami w oczach powiedziała, że już nigdy tu nie wrócimy. Na stacji kolejowej załadowali nas do bydlęcych wagonów i tak rozpoczoł się nasz sześcioletni pobyt na zesłaniu, w tym dwa lata przy wyrębie w tajdze. Okres ten był istnym piekłem choć bardzo mroźnym.

Bronisława Kowalska z Koszalina
Nie można budować przyszłości bez poznania przeszłości. Przekazujemy prawdę o przemilczanym okresie naszej historii. Musimy dołożyć starań, żeby obraz polskiej Golgoty Wschodu pozostał w pamięci potomnych. Polecam młodzieży, która będzie budować przyszłość naszej Ojczyzny i Europy, nasze motto: "Pamięć zmarłym, a żywym pojednanie". Prośmy Boga, aby dał nam siłę wytrwania.

Władysław Szpindor z Koszalina
O naszych losach trzeba opowiadać młodzieży. Ja sam mam z tym kłopoty - kiedy zaczynam mówić głos mi się łamie, a młodzi przestają mnie rozumieć. To wynik tak zwanej choroby poobozowej. Ale inni to potrafią przełamać i powinni przekazywać młodym świadectwo. Młodzież nie ma wiedzy o tych sprawach lub posiada ją w niedostatecznym stopniu. Mam też żal do twórców podręczników szkolnych - powinni szerzej ujmować ten okres naszej historii.

Anatol Gonczarewicz, prezes koła miejskiego sybiraków w Koszalinie
Jesteśmy ostatnimi żywymi świadkami martyrologii Polaków na Wschodzie, co oznacza, że spoczywa na nas obowiązek przekazania prawdy o gehennie Sybiru. Dzisiaj, najważniejszą sprawą jest dostrzec sybiraków wśród nas i pospieszyć im z pomocą. Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby wysiłki Związku Sybiraków zostały wsparte przez młodzież, chociażby przez wolontariuszy.


Deportacje na Syberię

W Koszalinie żyje ponad siedmiuset sybiraków (rok 2005), a w dawnym województwie koszalińskim jest ich tysiąc dziewięciuset. Zorganizowani są w Związku Sybiraków, podzielonym na koła terenowe. We wrześniu 1998 roku zorganizowali w Koszalinie konferencję, której plonem jest książka, zawierająca zarówno ustalenia naukowe jak i relacje sybiraków zamieszkujących region (Sybiracy. Martyrologia Polaków na Wschodzie. Bałtycka Wyższa Szkoła Humanistyczna w Koszalinie, Związek Sybiraków w Koszalinie.).

17 września 1939 r. wojska radzieckie wkroczyły i zajęły wschodnie tereny II Rzeczypospolitej, na mocy zawartego układu z hitlerowskimi Niemcami, który faktycznie był czwartym rozbiorem Polski. W czterech wielkich falach masowych deportacji (10 lutego 1940, 13 kwietnia 1940, 29 czerwca 1940, 19-21 czerwca 1941) zagarnięto i wywieziono na wschód setki tysięcy obywateli polskich. Ten sam los spotkał 180 tys. osób próbujących nielegalnie przekroczyć granicę radziecko-niemiecką. Do armii sowieckiej przymusowo wcielono ok. 200 tys. ludzi. Tuż po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej (22 czerwca 1941) ewakuowano dalszych 60 tys. obywateli polskich. Ogółem w ciągu 21. miesięcy okupacji sowieckiej poddano represjom co najmniej 1 mln obywateli polskich, z czego kilkaset tysięcy wywieziono w głąb ZSRR. W 1944 r. nastąpiła druga fala deportacji, która tym razem objęła dziesiątki tysięcy żołnierzy Armii Krajowej. Do tych przerażających statystyk trzeba dodać 10 tys. górników polskich deportowanych na początku 1945 r. Pamiętać także należy o deportacji ok. 60 tys. Polaków zamieszkujących przed 1939 rokiem terytorium ZSRR, przemieszczonych podczas wielkich czystek do Kazachstanu i innych rejonów sowieckiego imperium.


Szacunki Instytutu Pamięci Narodowej

Mamy kilka kategorii osób represjonowanych - aresztowani, osadzeni w łagrach, przymusowo wcieleni do Armii Czerwonej, deportowani, skazani na śmierć, rozstrzelani bez sądu (ofiary Zbrodni Katyńskiej, więźniowie rozstrzelani po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej) itd. W tej chwili łączną liczbę obywateli polskich, którzy padli ofiarami reżimu sowieckiego szacujemy na 1,8 mln. Z tego 150 tys. straciło życie. Większość tych ofiar to osoby represjonowane za tzw. pierwszego sowieta w latach 1939 - 1941, wtedy to represje objęły ok. 1,6 mln osób. Pozostałe 200 tys. to osoby objęte represjami od 1944 r. do 1952 r. (...) Badacze emigracyjni, którzy oczywiście nie mogli mieć dostępu do akt sowieckich, liczbę deportowanych z Kresów szacowali nawet na ponad milion. Z dostępnych dziś danych wynika, że było to ok. 325 tys.

Łukasz Kamiński, dyrektor biura edukacji publicznej IPN, w wypowiedzi dla "Rzeczpospolitej" z 18 września 2009



Koszalin 2007 | www.komk.ovh.org | Komitet Obywatelski Miasta Koszalina