|
Dodano: 2008-12-02 Na Pomorzu Początki pierwotnej marchji brandeburskiej sięgały początków Polski. Właśnie, gdy miedzy Wisłą i Odrą, w celu potężnego oparcia się zbrojnemu naciskowi zachodu zawiązało się państwo polskie, ustanowił niemiecki król Henryk w podbitej już Słowiańszczyźnie zaodrzańskiej pograniczne namiestnikowstwo, czyli margrabstwo brandeburskie.
Wszelako dopiero polityczne podupadnięcie Polski utwierdziło przemoc niemiecką za Odrą. Wtedy objął margrabstwo brandeburskie groźny słowianobójca Albrecht Niedźwiedź, założyciel domu Askańskiego i, krwawą dłonią przygniótszy okoliczne ludy słowiańskie, uzyskał swemu margrabstwu dostojność elektorstwa dziedzicznego w linji pierworodnej. Młodszym potomkom, poprzestającym na tytule margrabiów i licznych burgach, pozostało tylko dorabiać się fortuny grabieniem dalszych, niezniemczonych jeszcze krain słowiańskich. Stąd im więcej tych Askańczyków, tym więcej łupieżników przybywało Słowiańszczyźnie ku Wiśle. W połowie XIII stulecia najpamiętniejszemi stali się Polakom i Czechom trzej bracia stryjeczni z domu askańskiego: Otto - elektor, Konrad - margrabia i Otto drugi, "niemiecka plaga" jak go powszechnie zwano w Czechach, których ciemiężcą i zdziercą był podczas opiekuńczych rządów za małoletności Wacława. Konrad ożeniony był z Polką - siostrą Przemysława wielkopolskiego, stąd syn jego, margrabia Jan, rościł sobie prawa do Wielkopolski, a ziemia santocka ku Brandeburgji odeszła. Margrabiowie zdobyli cały po obu brzegach Warty ciągnący się rąbek ziem Wielkopolski. Utworzono nawet z tych krwawych strzępów Polski "Nową Marchję". Łupiestwo brandeburczyków zwracało się jednak przedewszystkim ku Pomorzu. W czasach dzielnicowych odpadło Pomorze od rozerwanego królestwa. Książęta zachodniego Pomorza, nie będąc w stanie zachować niezawisłości, ulegli potężnym sąsiadom z Rzeszy niemieckiej, stali się wkońcu sami książętami cesarstwa. Książęta Pomorza wschodniego, gdańskiego, za czasów Leszka Białego otrząsnęli się zupełnie z ostatnich węzłów uległości względem Polski. Świętopełk pomorski, nietylko, że samowładnie rządził lenną niegdyś dzielnicą, lecz owszem, przeciw księciu krakowskiemu oręż obrócił zaczepny: - za jego sprawą zamordowano w Gąsawie Leszka Białego. Walki między książętami, szarpiące Polskę, panowały i na Pomorzu. Nad pierworodną linją Świętopełka podobnie jak nad krakowskiemi Piastami ciążyła wspólna wówczas starożytnym rodom monarszym - za hańbę i nieszczęście poczytana - bezpłodność. Syn i następca Świętopełka, Mestwin, bezdzietny, powaśniony z braćmi postanowił zupełnie obcym dziedzicom przekazać swe księstwo.
Brandeburczycy nie zaniedbali sposobności spółzawodnictwa o kęs tak tłusty. Nieznanemi bliżej zabiegami skłonili oni Mestwina do cofnięcia uczynionego przezeń zrazu zapisu swych ziem na rzecz Barnima, księcia zachodniego Pomorza a do zapisania margrabiom swojej spuścizny. Nie wytrwali jednak w roli przyjaciół. Mając Mestwinowi pomagać zbrojnie w walce z jego bratem Warcisławem, zajął margrabia Konrad za pozwoleniem Mestwina miasto Gdańsk i nie chciał ustąpić z niego po przerwaniu wojny z śmiercią Warcisława. Mestwin zaczął szukać pomocy przeciw niewdzięcznemu dziedzicowi i naturalnego sprzymierzeńca znalazł w osobie Bolesława Pobożnego, księcia wielkopolskiego, który, zatrwożony przyrostem potęgi brandeburskiej, pośpieszył przeciw Konradowi. Wspólnemi Mestwina i Bolesława siłami wyrzucono Brandeburczyka z Gdańska. To zerwało wszelką przyjaźń między księciem pomorskim a margrabiami. Uczyniony im zapis Pomorza poszedł w niepamięć. Tylko powiaty słupski i sławiński wyznaczył im Mestwin jako odstępne. Cała zaś przyjaźń jego przeniosła się teraz na sprzymierzeńca wielkopolskiego, tymbardziej, że w pamięci odżyło pokrewieństwo między niemi przez córkę Świętopełkową, Helingę, poślubioną niegdyś wielkopolskiemu książęciu Władysławowi Odonicowi. Pomagając sobie wzajem w każdej potrzebie wojował Bolesław Pobożny dalszemi czasy wespół z Mestwinem Brandeburczyków, wojował Mestwin Probusa, gdy ten młodego dziedzica Bolesławowego - Przemysława II zdradziecko pojmał. Po dziesięcioletniej szczerej między Pomorzem a Wielkopolską przyjaźni - Mestwin zapisał Pomorze Przemysławowi i dla tym mocniejszego zapewnienia dziedzictwa odstąpił mu jeszcze za życia miasto i zamek Wyszogród, pozwolił mu przyjąć hołd wierności od zgromadzonego rycerstwa pomorskiego i na dyplomatach podpisywać się jako przyszły dziedzic Pomorza. W ciągu dziesięcioletniego jeszcze żywota Mestwinowego panowała między nim a Przemysławem II nieprzerwana zgoda i zażyłość, wspólne narady i wspólne gody. Zapewnione spojenie Pomorza z Wielkopolską umożliwiło Przemysławowi nałożenie korony królewskiej, naodwrót poduszczało wrogą nienawiść margrabiów. Rozpostarcie się panowania polskiego na Pomorzu przecięło potężnym klinem wzdłuż wybrzeża bałtyckiego niemiecką potęgę. Owładnąwszy szczecińskim Pomorzem i dzierżonym przez Brandeburczyków pograniczem wielkopolskim od zachodu, posiadszy bronią Krzyżaków królewieckie Prusy od wschodu, potrzebowała niemiecczyzna tylko gdańskiego Pomorza, aby całe wybrzeże bałtyckie opanować. I owo toż Pomorze zostało jej teraz wydarte przez Przemysława, to Pomorze, które w znak swego zwierzchnictwa nad całym wschodem przyznał im cesarz rzymski. Wraz z rozbłyskiem sławy i potęgi narodowej nasrożyły sie strzały przeciw odradzającej się Polsce. W siedem miesięcy po koronacji, z ręki morderczej, nasłanej przez Brandenburczyków - ginie Przemysław. (K. Szajnocha: "Odrodzenie się Polski za Łokietka" - Z dziejów narodu. Wypisy z źródeł i streszczenia z opracowań historycznych. Warszawa 1908)
Rokowania polsko-brandenburskie Na północno-zachodnich kresach Wielkopolski szczęk oręża nie ustawał niemal nigdy. Klinem wbijało się północne pogranicze tej dzielnicy w sam środek zaborów brandeburskich, wydartych książętom pomorskim i śląskim. Nad dolną Wartą i Notecią strzegły ziemi polskiej warowne grody: Santok, Wieleń, Ujście, Czarnków i in. i około tych grodów ześrodkowywała się przedewszystkim walka między Polską a Marchją: wydzierano je sobie wzajemnie i odbijano, burzono i znowu odbudowywano, zakładano swoje nawprost sąsiedzkich, (tak w r. 1287 przeciwstawiono Landsberg Santokowi). Brandeburczycy opanowali już za czasów Łokietka ziemię zanotecką między Chudą i Drawą. Zaroiło się tu zaraz od osadników Niemców, powstały wielkie fortuny panów brandeburskich: Wedelów i Ostów.
Co roku niemal przynoszą zapiski kronikarskie wieści o walkach z Brandenburgją. Poznaliśmy jej dążenia do opanowania Pomorza. Z szczególną zaciętością rzucała się Marchja na Polskę za margrabiego Waldemara. Przeciwko niemu sprzymierzył się Łokietek w r. 1315 z królami Danji, Szwecji i Norwegji, z książętami Rugji, Pomorza i Meklemburgii. Bardzo być może, że stąd poszła prawie nieznana dotąd wyprawa Łokietka na Marchję w r. 1316. W odpowiedzi na nią najeżdża Waldemar Wielkopolskę w r. 1316 i 1317. W r. 1319 układa już z ksiąźętami śląskiemi podział zachodnich kresów W. Polski. Wśród tych planów śmierć go zaskoczyła. W rok później na Henryku młodszym wymarł panujący w Marchji ród Askańczyków. Po trzech latach wewnętrznego zamętu przeszła Marchja na dom bawarskich Wittelsbachów, siedzący wówczas na tronie cesarskim. Pierwszymi margrafem z tego rodu został syn cesarza - Ludwik. Były to czasy walki papieża z cesarzem. Papież Jan XXII wyklął cesarza i wypowiedział mu wojnę "na śmierć i życie". W r. 1322 rzuca też klątwę na margrabiego i jego otoczenie, kraj jego okłada interdyktem, uwalnia od przysięgi poddanych. Stolica apostolska szuka sprzymierzeńców, którychby mogła rzucić przeciw Wittelsbachom, zwraca się ku Polsce i Pomorzu. W tym czasie stolica apostolska wydała w dyplomatycznej formie zezwolenie na koronację Łokietka, wymierzając je przeciw królowi czeskiemu, który stał po stronie cesarza i, nie mogąc darować zakonowi, że był "ciałem i duszą" oddany cesarzowi, zajęła przychylne dla Polski stanowisko w sprawie krzyżackiej. Za to Łokietek daje się użyć jako narzędzie polityki papieskiej przeciw Marchji, która, zawichrzona podówczas wojnami ościennemi i buntami wewnętrznemi, zajęła chwilowo wobec Polski stanowisko raczej odporne niż zaczepne. Zamiast skierować wszystkie siły przeciwko Krzyżakom, nie ważącym sobie za nic wyroku kurji rzymskiej, Łokietek wraz z Litwinami roznosi w r. 1326 straszne spustoszenia po Marchji. Cesarz nie posiada się z gniewu. Zaraz w następnym roku za jego i margrabiego poduszczeniem uderzają Krzyżacy na Polskę, równocześnie podejmuje wyprawę przeciw Police i drugi sprzymierzeniec cesarza, Jan czeski. W r. 1328 wydaje cesarz dwa dokumenty, któremi z wysokości swej - fikcyjnej nad całym światem władzy - składa z tronu Łokietka, a Polskę przekazuje swemu synowi, margrabiemu brandenburskiemu. Na wiosnę 1329 r. znowu wre wojna. W granice Polski wpadają Krzyżacy i Czesi. Zagrożony zewsząd Łokietek zrywa z polityką rzymską. Równocześnie w Marchji, której pomoc cesarska nie zabezpieczyła od ciosów, pod któremi uginać się poczęła jej potęga, dokonała się zmiana w ukształtowaniu stronnictw a polityka z cesarskiej stała się brandeburską. W takich stosunkach w r. 1329 przychodzi do pokoju Polski z Marchją, zawartego w Landsbergu na 3 lata. Ażeby ocenić ten pokój wejrzeć trzeba w stosunki prywatne, panujące na pograniczu. Pokój landsberski jest dziełem stojącej u steru rządów w Marchji arystokracji brandeburskiej - tych Wedelów, którzy jako udzielni i wyłączni panowie obszarów zanoteckich bezpośrednio i prywatnie byli zainteresowani w przerwaniu wojny, niszczącej ich posiadłości, groźnej dla ich fortuny i potęgi.
Wedelowie znajdują oddźwięk wspólności interesów w wielkopolskich Nalęczach. Naprzeciw Wedelszczyzny leżą włości Nałęczów, odwet ze strony Marchji spustoszyłby ich dobra. Panów brandeburskioh i wielkopolskich łączą blizkie stosunki, zachodzą między niemi związki pokrewieństwa. Jak Wedelowie w Marchji, tak Nałęczowie w W. Polsce są u steru rządów. Nałęcz, Wincenty z Szamotuł, w imieniu królewskim układa warunki pokoju w Landsbergu. Interes prywatny panów przenikał się i jednoczył tym razem z interesem publicznym. I Marchja, wycieńczona walkami, i Polska, która potrzebowała skupienia sil dla walki z Zakonem, spragnione były pokoju. Jaką jednak rolę w tym pokoju i wogóle w życiu politycznym owych czasów gra możnowładztwo, pokazuje akt dodatkowy pokoju landsberskiego. Wojewoda wielkopolski, posiadacz granicznych grodów Czarnkowa i Wielenia, Wincenty z Szamotuł, występuje w nim jak gwarant, stający "na straży pokoju" i zobowiązuje się nie wpuszczać przez swe grody króla polskiego do Marchji, ani go z niej wypuszczać, gdyby pierwszy usiłował pokój złamać i dzierźawy margrabiego najechać - a nawet, gdyby król polski innemi drogami wpadł do Marchji., Wincenty wpuści jednocześnie przez Wieleń i Czarnków do Polski Brandeburczyków. Naodwrót - wojewoda tak samo postąpi wobec margrabiego, gdyby chciał wpaść do Polski, wystąpić więc ma przeciwko stronie, któraby pierwsza pokój złamała. Marchja, ostatnio przez Polskę zaczepiana, zastrzega się jeszcze dalej, jej kierownicy chcą upewnić bezpieczeństwo własnych posiadłości, stąd dalszy warunek: gdyby król wyrządził jakąś krzywdę Wincentemu jako "stróżowi i obrońcy pokoju", jego braciom i przyjaciołom, Wincenty wraz z grodami swemi przystanie do Marchji i póty z nią trwać będzie, póki margrabia tego zechce. Układ landsberski spowodował podejrzenie Wincentego z Szamotuł o zdradę, o tajemne konszachty z Brandenburgią. Kłodziński obala to twierdzenie. Zrodzić się ono mogło łatwo, w stosunkach ówczesnych, w których zdrada była zjawiskom codziennym, a magnaci bez osłonek stawiali swoje sprawy na pierwszym planie. Nie przerasta spółczesnych Wincenty z Szamotuł. Kiedy Łokietek odbiera mu w roku 1331 godność starosty wielkopolskiego, przekazując ją królewiczowi Kazimierzowi, dumny Nałęcz stroni od wojny, bodaj czy nie zaciera rąk z radości na widok jak zniewieściały i rozpustny królewicz sromotnie umknął w lasy. Po kilku miesiącach przywrócony do godności starościńskiej, pojednany z królem, niby wcielenie bohaterstwa wyprzedza wszystkich w gorliwości obrony Wielkopolski. (A. Kłodziński: "Rokowania polsko-brandenburskie" - Z dziejów narodu. Wypisy z źródeł i streszczenia z opracowań historycznych. Warszawa 1908)
|
| Koszalin 2008 | www.komk.ovh.org | © Komitet Obywatelski Miasta Koszalina |